Karpacz - ferie Adasia
Na ferie do Karpacza nie pojechaliśmy, bo nasz Adaś przechodził ciężką grypę. Pech prześladował to nasze biedaczysko, bo co wolne od szkoły, to jakaś okropna infekcja. Postanowiliśmy to z żoną wynagrodzić synkowi i zrobiliśmy mu wakacje w marcu. Nie całe dwa tygodnie, bo tylko tydzień, ale zawsze to wypoczynek. Karpacz był zawalony śniegiem i zawalony ludźmi. Narciarze wykorzystają każdy moment, by pojeździć na dechach, a tu jeszcze do tego tak piękna, słoneczna aura, to tym bardziej warto było się w Karpaczu pokazać. Jedno, co nam w trakcie pobytu nie wyszło, to wybór hotelu. Gościniec
Karpacz do najgorszych nie należy, ale obsługa opryskliwa i jedzenie podają zimne. Generalnie jednak możemy być zadowoleni. Adaś, który do tej pory jeździł tylko na desce, zaznajomił się z nartami. Nawet on sam nie potrafi odpowiedzieć, co bardziej mu odpowiada. Ja z żoną już tradycyjnie na nartach. Pojechaliśmy nawet na drugą stronę do czeskiego Pecu, by tam poszusować po stoku. Dużo taniej i większa przepustowość przy wyciągach. Polecam.
